Inżynieria aktywnego słuchania to środek na wysoką śmiertelność… rozmów?

Może pamiętasz klasyczne dzieło, w którym Doktor Frankenstein ożywia potwora, potem potwór nie chce być podporządkowany swojemu twórcy i na końcu doktor ginie (tak w skrócie).

Jak pracuję z zespołami na warsztatach o inżynierii aktywnego słuchania, to wsłuchuję się z ciekawością, ale i ostrożnością, w jakim stopniu rozmowy wewnątrz zespołu i z kierownikiem są zaprojektowane przez owego kierownika przy udziale zespołu.

Przysłuchuję się temu, co zachodzi w grupie, jak słuchają poszczególne osoby. Robię to po to, żeby zauważyć potencjał umiejętności słuchania każdego z członków, ale też by zauważyć często obowiązujące – lecz niesformalizowane – “kanony słuchania” w zespole.

Kiedy projektujesz aktywne słuchanie w twoim zespole, jako manager weź pod uwagę przestrzeń, jaka powstanie dla sytuacji, w której pojawiają się przeszkody, trudności zespołu – zarówno indywidualne, jak i zespołowe. 

Jeśli jest w niej miejsce tylko na twoje zdanie i projektujesz ją jedynie na modłę swoją, bez uwzględnienia zdania drugich, tego co oni słyszą – uważaj! 

Możesz skończyć jak Doktor Frankenstein. 

Zwracaj także uwagę na to, czy w takich sytuacjach zespół się spiera, czy prowadzi żywą, a może ożywioną dyskusję. 

W tej pierwszej – zespół słuchając członków i ciebie korzysta z własnych doświadczeń, odkryć, ciekawości innych osób. 

W ożywionej – coś wcześniej między członkami zespołu nie zostało usłyszane i ludzie teraz raczej bronią swoich stanowisk, postaw, poglądów. Słuchają wybiórczo na tyle, by znaleźć sposób na rozmówców. Czasami słuchają słysząc zagrożenia, które nie występują, lub nie w takiej ilości, jak im się wydaje. 

Dlatego, proponuję myślenie o aktywnym słuchaniu jako procesie inżynieryjnym, który służy innym procesom realizowanym przez twój zespół.

Skontaktuj się ze mną na warsztaty o aktywnym słuchaniu z zespołami managerów i z zespołami projektowymi.

Pokażę ci / wam także jak usłyszeć, kiedy rozmowa jest  ożywiona, a kiedy żywa?

Takie rzeczy pokazuję jedynie na żywo. Bez przymuszania drugiej strony.

Żaden ze mnie Doktor Frankenstein.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.