Dawno temu, kiedy  techniki słuchania opanowałem do granic, także do granic doprowadzało mnie ich używanie.

Ile można?

Czułem, że wcale nie jestem bliżej rozmówcy, klienta niż wcześniej i słuchanie było częściej pożyteczną torturą niż przyjemnością.

Stąd przyszło do mnie słuchanie naturalne.

Przyszły czasy dla biznesów, zespołów, obsługi klientów, gdzie samo słuchanie czy techniki, są niewystarczające.

Jeśli słuchanie nie stanie się zaangażowane, tak przyjemne, jak i pożyteczne, wcześniej czy później, będziemy w przysłowiowej dupie.

Kończą się czasy, w których o sukcesie zespołów decydowało to, co zespoły usłyszą.

Dziś decyduje to, na ile słyszą to, co zostało…  niewypowiedziane.

Niewypowiedziany zachwyt też czuję, kiedy zespoły uczą się słuchania naturalnego.

To naturalne, że spotkam się z nimi na warsztatach.

Czy tym razem będzie to także twój zespół?

Myślę, że w biznesie, gdy nie zwiększamy ciągle umiejętności słuchania w zespołach, wychodzą w nich i w obsłudze klientów niezłe… jaja?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.