Czasami wyobrażam sobie świat, w którym przestaję być potrzebny…

Mógłbym być wtedy właścicielem spożywczaka na osiedlu albo kierowcą autobusu.

Może spotkalibyśmy się nad jeziorem i kupiłbyś ode mnie lody dla rodziny.

Albo kształciłbym spadochroniarzy?

Problem w tym, że uczę zespoły umiejętności słuchania.

Nie ma dla mnie nic piękniejszego. Kiedy obcy nieraz dla siebie ludzie, stają się jakby bliżsi.

Przez to, że się słyszą.

Tak, jakby odległość między nimi była liczona w odległości od uszu jednego

do uszu drugiego.

Może w innym świecie robiłbym wykłady o słuchaniu w zespole?

Szkolenia, gdzie uczestnicy siedzieliby w ławce, a ja bym przemawiał do nich z pozycji generała.

Miałbym wtedy może garnitur, koszulę i buty tak wypastowane, że świeciłby się w nich mój długi, sumiasty wąs.

Jednakże uczę umiejętności słuchania w zespołach na warsztatach.

Na które przychodzę w trampkach i w koszulce z bohaterami komiksów.

Przejdźmy do …czasu przyszłego, który jest realny.

Co byłoby, gdybym spotkał się na warsztatach o umiejętności słuchania z Twoim zespołem 😉?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.