Kiedy przychodzą do mnie na rozmowę o warsztatach. Jestem zdumiony. Żadna zewnętrzna oznaka nie wskazuje ich siły. 

W znakomitej większości osoby, które zamawiają warsztaty zespołowe lub indywidualne to kobiety. 

Są dalekie od władczego języka, niekiedy szalenie delikatne. Uprzejme i otwarte na rozmowę.

Mam tak, że na początku rozmowy zapewniam, że wszystkie pytania, które się pojawią, nie muszą prowadzić do współpracy. Cenię w ludziach gotowość pracy.

Tylko na takich warto nastawić uszy.

Jacy ludzie przychodzą do mnie i dlaczego nazywam ich twardzielami?

Ludzie, którzy mają szaloną odwagę mówić o trudnościach jakie tworzy praca zespołowa. Przyjść do mnie na rozmowę o warsztacie, to jakby być gotowym na to, że w zespole można usłyszeć niemiłe rzeczy.

To trochę tak, jakby być gotowym przyjąć wszystko, co jest w zespole do usłyszenia i czego nie miało się odwagi usłyszeć.

Zabawne i ironiczne jest, że kiedy zespoły są gotowe do nauki umiejętności słuchania i ją pielęgnują, dużo częściej mają sobie do powiedzenia przyjemniejsze rzeczy, niż te nieprzyjemne.

Zabawne, co?

To trochę tak, jakbyśmy w zespołach na co dzień chcieli słuchać głównie to, co jest niezbędne, żeby zespół istniał.

Gdy jednak jestesmy gotowi na naukę słuchania w zespole, okazuje się, że Ty, ja, zespół, mamy do powiedzenia więcej, niż na co dzień dajemy sobie możliwość. 

Jeden z moich mistrzów mówił, że nauka słuchania to nauka sprawdzenia co naprawdę myślą o nas ludzie.

 Sprawdzenia dlaczego to my tak często myślimy o sobie samych źle, a nie oni?

Trzeba być twardzielem, żeby być gotowym na to, żeby to sprawdzić?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.