Słuchałem ich, jak mówią o mostach.

Miałem wrażenie, że jestem na warsztatach o architekturze, a nie słuchaniu w zespole.

Wskazywali znaczenie mostu, jego roli w krajobrazie i wyliczali poszczególne jego składowe. Trwała dyskusja o jego wielkości, grubości poszczególnych elementów.

Ja zaś, kiedy zamykałem oczy, zamiast architektów, widziałem dzieci czytające wielką, tajemną księgę dorosłych, w której na samych kartkach nie ma jeszcze odpowiedzi.

Ukryte są one między stronami. 

Między słowami, które dopiero doświadczenie może dopisać poszczególnym dzieciakom.

Miałem wrażenie, że dopiero warsztaty są momentem, który sprawił, że wielka, tajemna, księga sama w sobie stała się bezużyteczna. 

Wobec księgi, którą pisali razem w zespole, nie zdając sobie z tego sprawy.

Wszelka wiedza teoretyczna lub taka, która sprawdzała się do tej pory, pozwoliła jedynie na stworzenie kilku elementów mostu. 

Do całej i stabilnej konstrukcji była jeszcze długa droga. 

Ku swojemu początkowemu przerażeniu odkryli, że to, co do tej pory nazywali mostem, było wrzuconymi do rzeki kilkoma kamieniami, po których skakali w kierunku brzegu.

Jednak woda w rzece wezbrała i nie dało się dalej mówić, że to most. 

Drżeli na samą myśl, że nawet kiedy zbudują most, to łatwiej będzie z niego skoczyć, niż po nim przejść?

Jakimi mogą stać się budowniczymi, żeby skłaniać do przejścia, zamiast skoków ?

Jaki Ty byś w zespole budował most?

Opisz go w komentarzu.

Może razem napiszemy wielką, tajemną księgę architektów ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.