Za każdym razem, gdy słyszę od uczestników warsztatów, że jestem ekspertem od Sztuki Słuchania, drżę z przejęcia. Mimo, że po mnie tego nie widać. 

Nie drżę dlatego, że z tym tak mi dobrze. Po prostu obawiam się, że jeśli uznam, że tak jest, to dam sobie prawo do braku uważności, braku ostrożności.

Tyle razy ludzie obok uznają, że tak doskonale słuchają innych, że jedyne słuchanie, które występuje to… wtedy kiedy o nich mówią, że potrafią.

Co takiego robię na warsztatach indywidualnych oraz z zespołami, że uczestnicy uznają mnie za eksperta Sztuki Słuchania, której uczę?

Na czas warsztatów zostawiam wszystko co wiem o słuchaniu i wszystko, czego chciałbym nauczyć. Za to wsłuchuję się we wszelkie sygnały uczestników, żadnego nie lekceważąc.  

Nawet najmniejsze zmiany w tonie głosu, dygresja ze strony uczestnika jest przeze mnie traktowana nie jak ozdobnik, a kolejny element rozmowy równie ważny, jak pozostałe.

Wszystko co usłyszę, zostawiam bez wewnętrznego komentarza, oceny.  Jeśli podczas ćwiczeń coś sam wskażę, to tylko to, co w wyniku mojego wsłuchania może mieć wpływ na uczestnika. 

Nieistotne, czy na warsztatach indywidualnych czy z zespołami… Zostawiam wszystko, co znam. A wiesz, co jest najciekawsze? 

Niektórzy mówią, że słuchanie jest wtedy, gdy w całości oddamy się rozmówcy. 

Uważam, że to zaproszenie do niewolnictwa. Sztuka słuchania to takie wsłuchanie w drugiego, w wyniku którego tworzymy przestrzeń na obu rozmówców. 

Jest ona zawarta w zostawieniu wszystkiego, co znamy do tej pory?

A Ty jak? Co przynosisz ze sobą do rozmowy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.