Jeden z uczestników warsztatów o Sztuce Słuchania zostawił mnie ostatnio z przerażająco smutną refleksją. Niby to dla mnie nic nowego, ale z czyichś ust zabrzmiało złowróżbniej, niż z moich.

Według Uczestnika, często rozmówcy na  wyciągnięcie ręki wręcz, dostarczają nam kluczowe informacje i sprawy, o które warto dopytać.

Uświadomił mi, że Drugi Człowiek jest tak blisko nas, ale nie zauważamy, nie dostrzegamy, jak niewiele brakuje od tego, żeby usłyszeć co rozmówca ma na myśli.

Co go gnębi, przerasta. Jesteśmy z Drugim tak blisko, na ile do rozmowy przychodzimy z otwartym sercem i umysłem.  

Gdzieś po drodze pozwalamy, żeby to co ważne w rozmowie, spotkaniu, oddaliło się i często nie wróciło już nigdy.

Kiedy słyszę podobne wnioski, nigdy nie wiem, czy mówiący pogrąży się w tym, że wcześniej tego wszystkiego nie widział, nie słyszał, czy poruszony odkryciem ruszy odważnie ku nowym słowom, rozmowom.

Nigdy nie wiem, skąd bierzecie siłę, żeby mimo takich odkryć słuchać uważniej, jak nigdy wcześniej, i być wśród ludzi, jak nigdy bliżej?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.