Powyższe zdanie z jednego z komiksów wraca do mnie nieraz na warsztatach o Sztuce Słuchania. Szczególnie wtedy, kiedy uczestnicy opowiadają o niezrozumieniu, rozczarowaniach, których doświadczyli w relacjach zespołowych, biznesowych, życiowych. 

Kiedy ich słucham, zazwyczaj po ćwiczeniach, z tego co mówią – zostają z pytaniami:

  • Jak mogłem nie usłyszeć wcześniej, że słucham trochę inaczej, niż inni ludzie?
  • Gdzie byłbym, gdybym wiedział, że to, jak słyszę i co słyszę, nie zależy od tego, czy jestem wadliwy, czy wadliwy jest rozmówca?

Wtedy po warsztatach, czy to indywidualnych  czy z zespołami, idę na dłuższy spacer. Odpalam papierosa, siadam gdzieś na uboczu, w parku czy na ławce.

Myślę: “Co ich doprowadziło do spotkania ze mną? Co usłyszeli w sobie, a potem we mnie, żeby przyjść poznać jak słuchają?”

Może nie ma w tym romantyzmu, jak w powyższym cytacie. Może nie ma go w moich słowach, że Sztuka Słuchania to listy miłosne wysyłane do uszu.

Może po prostu jest człowiek, który odkrył, że usłyszy innych tylko wtedy, gdy usłyszy siebie?

Jeśli coś domaga się usłyszenia w Tobie lub zespole i droga do tego prowadzi przez Sztukę Słuchania, to napisz do mnie przez formularz lub mailowo tobiasz@sluchajaktywnie.pl

Uczę Sztuki Słuchania. Osoby na warsztatach indywidualnych i zespoły na warsztatach zespołowych. 

A może nie uczę, tylko słyszę, że chcą usłyszeć?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.