Dawno temu, jako nastolatka, było mnie łatwo sprowokować. Szczególnie w sprawach, w których nie byłem siebie pewny. Jedną z nich były moje umiejętności słuchania.

O dziwo, jak teraz patrzę, odkąd pamiętam były one na wysokim poziomie i ciągle się rozwijały, ale jako nastolatek sądziłem, że jeśli coś usłyszę, to jest dzieło przypadku. 

Do mojej rodzinnej miejscowości na wakacje przyjechał jeden z moich rozmówców.  Mniej więcej w moim wieku.

Rozmawialiśmy o relacjach, słuchaniu, o tym, że w słowach, między słowami i w milczeniu rozmówca przekazuje dużo więcej informacji, niż sądzi.

No i tu nagle kolega mówi: “No, dobra, co ci przekazuję więcej, niż to widzę?” 

Nie chciałem na to odpowiadać. Takie informacje zostawiam dla siebie. Odkąd pamiętam, czułem to jako poczucie obowiązku i bycia fair wobec rozmówcy. 

Jednak zaczął podważać moje umiejętności, mówił, że się popisuję. Powiedziałem więc, że mimo, że znamy się dwa dni i mało mówi o sobie, to przekazał mi dotychczas najważniejsze, tj.

nienawidzi spędzać wakacji z mamą bo się nie dogadują od długiego czasu, ma na nią dużo złości. Nie lubi siedzieć w domu i dusi się, jak wtedy, kiedy jest rok szkolny.

Kiedy to mówił, nie byłem pewien, czy dobrze usłyszałem i poczułem pot na czole, bynajmniej nie  powodu upału. 

Wtedy on, jakby zastygł w milczeniu, i po chwili mocno uderzył w stół, przy którym siedzieliśmy i wykrzyczał, że nienawidzi kobiety, z którą mieszka. 

Że to partnerka jego ojca, którą ten znalazł sobie po śmierci mamy, która umarła młodo, chorując długi czas. Mówił ze łzami w oczach, że ojciec często wyjeżdża w delegacje i ciągle go nie ma.

Zaś partnerka uczy go ciągle, jak ma żyć i mu rozkazuje. Gdy już powiedział to wszystko ze łzami w oczach, milczał i tego dnia rozmowa już się nie kleiła. 

Bałem się, że stracę kolegę. Nieraz, nie zdając sobie sprawy z tego, że słyszę więcej niż inni ludzie, mówiłem coś, na co oni nie byli gotowi i kontakt się urywał. 

To był jeden z pierwszych rozmówców, który po usłyszeniu czego on nie mówi, jedynie pozornie dalej był moim kolegą.

To była dla mnie ważna lekcja. Została ze mną do dziś, a ja po niej zostałem z ciągle wracającym pytaniem?

Na ile ja, jako trener Sztuki Słuchania, i my, którzy słuchamy, zwracamy uwagę na to, czy rozmówcy są gotowi na usłyszenie tego, co w ich słowach słyszymy my? 

JAK TO SPRAWDZIĆ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.