Dawno temu, w moich czasach nastoletnich, w mojej rodzinnej miejscowości, powstała panika wśród młodych ludzi.

Pojawiła się informacja, że w pobliskiej miejscowości pracownicy Microsoftu chodzą do domów i sprawdzają, czy mieszkańcy mają legalne oprogramowanie.

Nie wiem jak teraz, ale wtedy mało kto miał legalne oprogramowanie czy gry. Dlatego powstał popłoch i gdzie bym nie poszedł, w rozmowach pojawiał się wątek Microsoftu.

Nie było wtedy ważniejszego tematu, gdziekolwiek bym był. Czekałem, aż wyskoczy on z lodówki. Usłyszałem jednak w słowach ludzi, że to plotka. Nic więcej. Mimo powszechnej paniki, histerii.

Niektórzy z nastolatków pożyczali pieniądze od rodziców, starszych braci, żeby – na wypadek kontroli – kupić i mieć legalne programy. Lub wynosili komputery na strych.

Od razu coś mi nie grało w słowach rozmówców. Więcej w nich słyszałem ich własnych osobistych lęków, niż lęku o to, że pracownicy Microsoftu zapukają do ich drzwi.

U każdego z rozmówców wieść o kontroli budziła zupełnie inne niepokoje. W jednych usłyszałem lęk przed krytyką ze strony rodziców.  W innych usłyszałem strach o to, że stracą wizerunek dobrych albo nieskazitelnych ludzi. W jeszcze innych słyszałem obawę o to, że ta kontrola wywoła efekt lawinowy i wyjdą ich inne sprawy, które uważają za wstydliwe sekrety.

Oczywiście. Żadnej kontroli nie było. W pobliskiej miejscowości ujęto w mieszkaniach kilku dealerów narkotyków. W tamtym czasie było ich wielu (bliskość Zgorzelca na Dolnym Śląsku).

Wtedy jednak, jako przyszły Trener Sztuki Słuchania, otrzymałem ważną lekcję. 

Do dziś, słuchając rozmówców, zwracam szczególną uwagę na to, na ile rozmówca mówi o wydarzeniach ze swojego życia, a na ile za ich pomocą mówi o innych  wydarzeniach, sprawach  które naprawdę dla niego mają wartość.

Odróżniasz jedno od drugiego?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.