Swego czasu, kiedy byłem dużo młodszy, kręciły mnie głównie mroczne historie. Może dlatego też słyszałem w słowach innych, częściej  sekrety wstydliwe, niż akty bohaterstwa, o których nikt nikomu nie wspomniał.

Miałem taki okres kiedy koleżanki/koleżanki, zdając sobie sprawę z mojego daru słuchania, przyprowadzały swoich nowych chłopaków/dziewczyny.

Potrzebowałem pięć minut w obecności kogoś, posłuchania jak mówi i czego nie mówi, żebym wiedział z kim mam do czynienia.

Mam w uszach jakiś wykrywacz kłamstw. Sprawdzam zgodność słów z rytmem, melodią słów, ale też z tym, co zostało niewypowiedziane, a słyszałem, że to jest w wypowiedzi. 

Śmieję się, że Sztuka Słuchania to albo sztuka usłyszenia braku logiki w słowach rozmówcy, albo sztuka podążania za ciekawością, kim naprawdę jest rozmówca.

Wtedy też, jako młody facet, miałem czas wahań. Nie wiedziałem, czy chcę zostać księdzem, czy detektywem. Wszystko się zmieniło, kiedy w pobliskiej miejscowości otworzono kierunek studiów poświęcony komunikacji społecznej.  

Wnet pojąłem, że chcę specjalizować się w uczeniu Sztuki Słuchania. Wyzwanie tym większe, że tak mało w książkach o tym, mało poświęcono uwagi słuchaniu. Rzeczy ogólne, które Ty, Czytelniku, równie dobrze mógłbyś napisać w pięć minut.

Kiedy dziś ktoś z uczestników warsztatów o Sztuce Słuchania pyta mnie skąd wybór tego zawodu.

Śmieję się, że zaczęło się od troski o koleżanki/kolegów. 

Czasami los zdradza… nam nasze przeznaczenie nieznanym nam dotąd głosem. 

Może to właśnie przemawia przez nas wtedy, pierwszy raz, nasz prawdziwy głos?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.